poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozdział VI



Caroline

            Obudziłam się następnego dnia z okropnym kacem. Czułam się beznadziejnie i w dodatku miałam poważne luki w pamięci. Na czworakach dostałam się do łazienki, w ostatniej chwili nachyliłam się nad muszlą klozetową i zwymiotowałam cały alkohol, który w siebie wlałam dzień wcześniej.
            Nie pomogło mi to jednak, tak jakbym chciała. Głowa dalej mnie bolała i bardzo chciało mi się pić. Po jakichś piętnastu minutach, kiedy żołądek dał mi chwilowo spokój, podniosłam się i wyszłam z łazienki. Spojrzałam przy okazji, w co ja jestem ubrana. Miałam na sobie męską koszulę, koloru białego. Była mi o wiele za duża, ale pachniała bardzo przyjemnie. Właściciel, kimkolwiek był, miał dobry gust, jeśli chodzi o perfumy.
            Nie przejęłam się zbytnio strojem. Matki i tak zapewne nie było w domu. Miałam rację, nie zastałam jej w kuchni. Za to spotkałam tam kogoś, kogo się nie spodziewałam zobaczyć.
- Kol? Co ty tu robisz?- zapytałam. Zmarszczyłam brwi zaciekawiona.
- Sprawdzam, czy żyjesz po wczorajszej libacji- spojrzał na mnie litościwie.
- Widziałeś?- zarumieniłam się, gdyż naprawdę nie pamiętałam, co wczoraj wyprawiałam. Film urwał mi się już w Grillu, po odejściu Hayley i Matta. Ostatnie, co pamiętałam to flirt z przystojnym nieznajomym.
- Całe Mystic Falls widziało- nalał wody do szklanki i podał mi- Pewnie cię suszy- dodał niepotrzebnie. Już i bez tych słów, czułam się wystarczająco upokorzona.
- Było, aż tak źle?- przyjęłam ofiarowany napój z wdzięcznością.
- Tyler Lockwood jest raczej średnio zadowolony- uśmiechnął się szeroko. Zaczęłam się zastanawiać, co takiego zrobiłam, ale głupio mi było pytać- Nie pamiętasz, co wykombinowałaś?- domyślił się bez problemu. Najwidoczniej moja mina powiedziała mu wszystko.
- Słabo- przyznałam z głębokim westchnieniem.
- Gdybym ja wypił tyle, co ty nie byłbym w stanie się utrzymać na nogach- nowy głos dołączył do naszej dyskusji. Odwróciłam się na pięcie i zdębiałam. Przede mną stał koleś poznany wczoraj w barze. Nie miał na sobie koszulki i to jego świetnie umięśnione ciało, odebrało mi mowę.




- Gdzie twoja koszulka?- zapytałam. Wydawało mi się, że to pytanie jest wystarczająco neutralne.
- A jak myślisz, co masz założone?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Spojrzałam na swoją bluzkę i wtedy sobie przypomniałam, co mam ubrane.
- Ładne perfumy- wypaliłam. Blondyn uniósł brwi, po czym parsknął śmiechem. Spodobał mi się jego śmiech. Mimo tego zrobiłam obrażoną minę i zacisnęłam zęby.
- Stara, dobra Caroline- powiedział i pokręcił głową.
- Czekaj, co? Skąd ty mnie znasz?- zrobiłam dwa kroki w tył i zaczęłam wpatrywać się w niego podejrzliwie.
- Jestem bratem Kola- otwarłam szeroko buzię ze zdziwienia. Bratem… Ale jak to było możliwe? Z tego wynikało, że wymazano mi więcej pamięci, niż myślałam. Tylko kto i dlaczego to zrobił?
- Nic nie rozumiem…- przyznałam.
- Caroline, to ja wykasowałem ci pamięć. Było to dokładnie cztery lata temu- patrzyłam na niego z szeroko otwartymi ustami, podczas gdy chłopak kontynuował swoją wypowiedź- Nie mieliśmy wyboru. Groziło ci śmiertelne niebezpieczeństwo. Musiałem cię ratować- Kol oparł się o stolik i uważnie obserwował moją reakcję. Jego starszy brat również nie spuszczał ze mnie oczu. Dopiero po kilkunastu pełnych napięcia sekundach, do mojego skacowanego umysłu, dotarło że powinnam się odezwać.
- Chcę odzyskać moje wspomnienia- powiedziałam odważnie. Zrobiłam krok do przodu i spojrzałam wyczekująco na Brytyjczyka.
- Zwrócę ci je. Gotowa?- skinęłam głową. Wtedy on położył dłonie na moich policzkach i nagle znalazłam się w innym miejscu.
            Wydarzenia przelatywały mi przed oczami niezwykle szybko. Jednakże wszystko łączyło się w logiczną całość.

Najpierw dostrzegłam pierwsze spotkanie z Klausem, jak uratował mnie przed wampirem.
Potem zabrał mnie do domu i zamieszkałam z pierwotnymi.
Zaopiekowali się mną, chociaż niechętnie. Mój dobroczyńca przekonał ich, że mają dać mi szansę.
Poszłam do szkoły. Ktoś mnie obraził, że jestem przybłędą. Wróciłam zapłakana i natychmiast pobiegłam do Klausa. Przytulił mnie i pocieszył. Opowiedział swoją historię. O tym, jak ojciec nigdy go nie kochał, jak czuł się nieszczęśliwy.
Z każdym nawet najmniejszym problemem i troską zwierzałam się mojemu opiekunowi. Był moim powiernikiem we wszystkim. Nie było rzeczy, o której mu nie mówiłam.
Kiedy pierwszy chłopak mnie olał, kiedy przyjaciółka zdradziła, kiedy śniły mi się koszmary, kiedy brakowało mi rodziny. On był zawsze obok, zawsze gotowy nieść pomoc sierocie.
Ostatnia scena, którą zobaczyłam była niesamowicie wzruszająca.
- Muszę to zrobić. Będziesz miała jakiś czas spokój- odgarnął mi kosmyki włosów z twarzy.
- Ale ja chcę pamiętać. Kocham cię- po mojej twarzy ciekły łzy. Przytuliłam się do niego mocno. Oplótł mnie swoimi ramionami i oparł podbródek na mojej głowie.
- Obiecuję ci, że się jeszcze spotkamy. Kiedy to się skończy, kiedy będziesz już bezpieczna, wrócę do ciebie- wyszeptał.
- Nie zostawiaj mnie. Tylko ty mi zostałeś- łkałam. Moczyłam mu koszulkę łzami, jednak on się nie przejmował.
- Zawsze będę przy tobie. A tymczasem zostaniesz z Liz- znieruchomiałam. Nie lubiłam tej kobiety.
- Nienawidzę jej. Jest wredną…- przerwał mi, zanim zdążyłam dokończyć.
- Będziesz myślała, że jest twoją matką, a Bill ojcem- to już w ogóle mi się nie podobało. Bill był złym wampirem, naprawdę złym.
- Ale proszę, nie zabieraj mi wspomnień. Chcę cię pamiętać. Ciebie, Kola, Rebekah, Elijah, Damona i Stefana…- wymieniałam po kolei moje ulubionych krwiopijców.
- Mówiłem ci, że nie pochwalam znajomości z braćmi Salvatore- wyraźnie się nadąsał. Od dawna wiedziałam, że jest zazdrosny o sympatię, którą ich darzyłam.
- Przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy- uspokoiłam go. Uśmiechnęłam się do niego słodko. Po chwili wahania odwzajemnił się tym samym.
- Dobrze. Zacznijmy już, Kochana- złapał moją twarz dłonie  i przemówił spokojnym głosem.
- Kocham cię- zdążyłam powiedzieć, zanim zaczął.
- Zapomnisz teraz o mnie, o twoim pobycie w Nowym Orleanie, o Mikaelsonach i Salvatorach. Jesteś córką Liz i Billa Forbes. Przeprowadziliście się do Mystic Falls z Europy. Miałaś szczęśliwe dzieciństwo. Będziesz żyła normalnie, nie wiedząc o istnieniu wampirów. Żegnaj Caroline- mój wzrok stał się zamglony. Klaus ucałował mnie jeszcze w czoło, po czym powoli odszedł, pozostawiając mnie samą…

            Wróciłam do rzeczywistości. Klaus opuścił ręce i wpatrywał się we mnie zaciekawiony. Zapewne czekał na to, co zrobię. Kol gdzieś zniknął.
- Uratowałeś mnie- szepnęłam. Miałam mętlik w głowie, jednak kac zniknął. Wszystkie wspomnienia do mnie wróciły.
- Czasami warto jest być dobrym- odparł. Kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu.
- Dlaczego nie pamiętam pierwszych lat swojego życia?- wyciągnął do mnie ręce, jednak zignorowałam je. Coś mi tutaj nie pasowało. Zwrócił mi pamięć, ale od momentu, kiedy się spotkaliśmy. Nic wcześniejszego. Dalej mnóstwo pytań kłębiło mi się w głowie. Najbardziej podstawowym było to, co się stało z moimi rodzicami.
- Nie wiemy, co było przedtem. Próbowałem się tego dowiedzieć, ale niestety…- rozłożył bezradnie ramiona.
- To wszystko jest jakieś pogmatwane- pomasowałam sobie skronie. Stefan był moim dobrym przyjacielem od lat, tak samo jego brat. Oboje byli wampirami podobnie, jak rodzina, która mnie wychowała.
- Możesz na mnie liczyć- złapał mnie za rękę i uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Serce zabiło mi żywiej, kiedy spojrzałam w jego piękne oczy.
- Wiem. Dziękuję, że wróciłeś- odpowiedziałam. Po krótkim wahaniu przytuliłam się do niego, tak samo jak przed laty…

Kol

            Wyszedłem z domu Caroline, kiedy Klaus przystąpił do zwracania jej wspomnień. To do niego należało, żeby wszystko jej wyjaśnił. Z bólem to przyznawałem, ale ich więź była silniejsza, niż moja i jej. Mojego brata tylko ona trzymała w ryzach. Bez tej dziewczyny wracał zły i okrutny Mikaelson. Młoda Caroline zawróciła mu w głowie, teraz na pewno nie pozwoli jej odejść i zdobędzie ją, prędzej czy później.
            Znalazłem się w jednej z bocznych uliczek. Usłyszałem jakieś hałasy za plecami. Nie przejąłem się tym zbytnio. W końcu, jako pierwotny wampir, nie musiałem się nikogo obawiać. Szedłem, więc spokojnie dalej. Ręce schowałem do kieszeni.
            Zdołałem zrobić, jeszcze jakieś trzy kroki, po czym poczułem ból w klatce piersiowej. Zerknąłem zszokowany na przedmiot, który utkwił mi w sercu. Był to sztylet, ten sam, który mógł uśpić pierwotnego wampira.
- Jak zwykle głupiutki Kol obrywa pierwszy- usłyszałem znajomy głos. Przeraziłem się nie na żarty. To nie mogła być prawda. Podpowiedział mi mój umysł. Upadłem na kolana i momentalnie straciłem przytomność. Dostrzegłem wokół siebie tylko ciemność…

Bonnie

            Babcia mówiła, że moja moc się rozwija, ale niespecjalnie mnie to cieszyło. Miałam dosyć tego, że widzę różne straszne rzeczy, że mogę przewidywać co i kiedy się wydarzy. Przeważnie nie były to miłe sceny. Tym razem było podobnie. Zaledwie położyłam się spać, a już przyśniła mi się wizja.
            Zobaczyłam Caroline. Wpatrywała się w coś, co znajdowało się ponad moim ramieniem. Jej mina świadczyła, że jest przerażona. Jakaś ciemna postać podeszła do mojej przyjaciółki. Ta próbowała uciekać, ale nie dała rady nawet drgnąć.
- Wreszcie się spotykamy, moja droga- mężczyzna wyjął z kieszeni drewniany kołek. Forbes krzyknęła, ale w jednej sekundzie jej krzyk ucichł. W serce miała wbity kawał drewna. Twarz Caroline pokryła się siecią czarnych żył, po czym dziewczyna upadła na ziemię.
            Ocknęłam się w swoim pokoju. Serce biło mi, jak szalone. Byłam przerażona, ponieważ wiedziałam, że jest to jedna z proroczych wizji. Caroline musiała się o tym dowiedzieć…

poniedziałek, 10 października 2016

Rozdział V



Stefan

            - Klaus Mikaelson, no proszę- wypaliłem. Nie pomyślałem nad tym, co mówię. Wypiłem za dużo i nie przejmowałem się konsekwencjami.
- Stefan Salvatore. Czyżby kolejny sobowtór zawrócił ci w głowie?- czy on mógł mieć na myśli Elenę? Oczywiście, że tak, bo nie było innych sobowtórów Katherine Pierce.
- Co tu robisz?- chciałem zmienić temat. Lepiej było, żeby Mikaelson nie interesował się za bardzo moją dziewczyną. W innym wypadku mogło grozić jej niebezpieczeństwo.
- Myślę, że wróciłem tu w podobnym celu, co i ty- odpowiedział i uśmiechnął się porozumiewawczo. No tak… Stał z Caroline, więc zapewne postanowił jej wyznać całą prawdę.
- Może mi ktoś wytłumaczy, co tutaj się dzieje?- blondynka zsunęła się z szafki i wpatrywała uporczywie w Klausa. Poczułem lekkie ukłucie zazdrości. Jak to było możliwe, że w ciągu jednego wieczora pierwotny, aż tak zawrócił jej w głowie?
- Jasne, Kochana. Znamy się ze Stefanem parę dobrych lat. Mieszkaliśmy kiedyś w tym samym mieście. Przez jakiś czas nawet podróżowaliśmy wspólnie- wzdrygnąłem się słysząc jego odpowiedź. Oczywiście nie mógł się powstrzymać i musiał wspomnieć okres, o którym pragnąłbym zapomnieć. Byłem wtedy Stefanem Rozpruwaczem. Wstydziłem się tego.
- Czekaj, mówiłeś że jak się nazywasz- Caroline potarła skronie, jakby starała się coś sobie przypomnieć. Nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym momencie do łazienki wparował kolejny koleś. Zerknąłem na niego i cały pobladłem. Tego było już za wiele…

Elena

            Impreza Tylera była kompletnym niewypałem. Najpierw Caroline wyrwała super ciacho, a potem jak na złość nigdzie nie mogłam odszukać Stefana. Chciałam mu się wyżalić, a potem podrażnić Forbes całując się z moim lubym przy niej.
- Witaj, Eleno- podszedł do mnie Damon, brat Stefana. Był niezwykle przystojny i miał w sobie coś, co mnie do niego przyciągało. Może to, że był nieprzewidywalny i przy tym seksownie tajemniczy.
- Hej- mruknęłam trochę obrażonym tonem. Chciałam, żeby zapytał, co się stało.
- Jak tam impreza?- nie podziałało. Usiadł koło mnie i zagadał nie oto, co bym chciała.
- Beznadzieja- odparłam wyraźnie nadąsana. Brunet spojrzał na mnie zaciekawiony.
- A to dlaczego?- spytał. Kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Jego twarz nabrała łagodniejszego wyrazu.
- Wszyscy mnie ignorują- zdawałam sobie sprawę, że zachowuję się, jak małe dziecko, jednak miałam to gdzieś.
- Ja nie. Siedzę tu z tobą, zamiast wyrwać jakąś dziewczynę, która by na mnie poleciała- wzruszył ramionami.
- To dlaczego tu jesteś?- nie spodobała mi się ta odpowiedź, chociaż sama nie wiedziałam, dlaczego.
- Bo zauważyłem, że jesteś smutna- zmieszałam się. Spuściłam głowę i włosy opadły mi na twarz. Delikatnie dotknął mojego policzka, po czym włożył zabłąkane kosmyki za ucho. Zarumieniłam się okropnie. Otworzył usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, jednak wtedy wydarzyło się kilka rzeczy na raz…

Caroline

- Kol? Co tu robisz?- do łazienki wszedł Kol. Na twarzy miał wymalowany sarkastyczny uśmiech.
- Witaj, Caroline- uwielbiałam jego brytyjski akcent. Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Jeszcze jeden z moich nowych znajomych był Brytyjczykiem. Chyba zaczynałam trzeźwieć, bo powoli łączyłam wszystkie fakty. Spojrzałam najpierw na Klausa, potem na Kola. Blondyn uśmiechnął się zagadkowo. Dalej wpatrując się we mnie zagadał do nowoprzybyłego:
- Nie spodziewałem się ciebie tutaj, bracie- szczęka mi opadła.
- Zaraz, czekaj, że jak? To jest twój brat?!- spoglądałam to na jednego, to na drugiego.
- Tak. Nie dostrzegasz podobieństwa?- starszy z nich przewrócił teatralnie oczami.
- Wiecie, co? Mam dosyć tych wszystkich kłamstw!- krzyknęłam. Przestałam panować nad sobą. Klaus próbował złapać mnie za rękę, kiedy się zachwiałam, lecz odepchnęłam go od siebie, po czym wyszłam dumnym krokiem z łazienki. Ludzie spoglądali na mnie zaciekawieni. Nie rozumiałam dlaczego, ale byłam naprawdę wściekła. Rozejrzałam się dookoła i mój wzrok zatrzymał się na Tylerze. Podeszłam do niego, złapałam za koszulkę, po czym namiętnie pocałowałam.
            Chłopak nie oponował i szybko odwzajemnił pocałunek. Kątem oka dostrzegłam Elenę, która siedziała z przystojniakiem spod szkoły i wpatrywała się we mnie.
- Idziemy do ciebie do pokoju?- zapytałam Tylera, odrywając się od niego na chwilę.
- Jasne- pociągnął mnie ochoczo za sobą. Kiedy mijaliśmy duże stojąco lustro, zrozumiałam dlaczego ludzie wpatrywali się we mnie.. Klaus zdjął mi koszulkę, a ja jak głupia zapomniałam ją ubrać.
            Szybko znaleźliśmy się w dużej, przestronnej sypialni. Natychmiast przyssaliśmy się do swoich ust. Zdjęłam brunetowi bluzkę przez głowę i po chwili leżeliśmy już na łóżku. Wtedy jednak drzwi się otworzyły. Spojrzeliśmy na przybysza. Był to Kol.
- Caroline, odprowadzę cię do domu- powiedział spokojnie.
- Świetnie daję sobie radę. Wrócę jutro do siebie- wybąkałam. Zaczęłam odczuwać dziwny dyskomfort w żołądku.
- Myślę, że lepiej będzie jeśli mnie posłuchasz- uśmiechnął się znacząco i zabębnił palcami o framugę drzwi.
- Daj jej spokój. Nie jesteś jej ojcem- Tyler wtrącił się do rozmowy.
- Jestem jej przyjacielem i wiem, co dla niej dobre- odpowiedział. Dalej mówił zaskakująco spokojnym tonem. Nie było widać po nim, ani cienia zdenerwowania. Ja natomiast czułam się coraz gorzej.
- Jest dorosła. Decyduje o sobie- Lockwood nie dawał za wygraną i to był jego błąd. Gdyby od razu pozwolił Kolowi, aby ten mnie zabrał, jego łóżko nie ucierpiałoby.
            Wstyd się przyznać, jednak nadmiar alkoholu dał o sobie znać i zwymiotowałam. Mikaelson podszedł i wziął mnie na ręce, podczas gdy Tyler wpatrywał się w swoje pościele.
- Czemu to zrobiłaś?- zapytał w pewnym momencie- Nie myślisz trzeźwo. Strasznie się upiłaś- dodał z dezaprobatą.
- Zanieś mnie do domu- jęknęłam. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i zasnęłam…

Klaus

            Widziałem, jak Kol wynosi mojego blondwłosego anioła z domu Tylera. Byłem mu za to wdzięczny. Caroline mu ufała, gdyż przywrócił jej częściowo pamięć. Na razie musiało mi to wystarczyć. Sięgnąłem po butelkę whisky i nalałem sobie złotego trunku do szklanki. Byłem świadom tego, że każdy mój ruch jest dokładnie obserwowany.
- Coś nie tak?- zapytałem spokojnie. Czułem na sobie spojrzenie braci Salvatore. Nie musiałem się ich obawiać, nie musiałem nikogo się obawiać. Byłem pierwotną hybrydą, której nie można zniszczyć. Co oni mogli zrobić?
- Co tu robisz?- Damon odezwał się pierwszy. Tak myślałem, zawsze był śmielszy od młodszego brata.
- Przyjechałem coś odzyskać- wyjaśniłem- A wy? Nie mówcie, że znowu uganiacie się za sobowtórem- przewróciłem oczami znudzony- Ta telenowela przestała być ciekawa, jakieś sto sześćdziesiąt lat temu…- teatralnie ziewnąłem. Oparłem się o stół i zmierzyłem spojrzeniem moich rozmówców. Za nimi stała ludzka wersja Katherine Pierce.
- Nie próbuj silić się na uprzejmości. Chcesz zniszczyć nasze życie, jak zawsze- Stefan zacisnął pięści ze złością.
- Gdybym miał zamiar cię zabić, już bym to zrobił. Chcę tylko odzyskać Caroline- wzruszyłem ramionami.
- Nam też nie jest obojętna- Damon założył ramię na ramię i stanął obok brata.
- Dlatego musi poznać przeszłość. To jest obecnie najlepsze wyjście- mogłem im trochę zdradzić. Miałem dobry humor, więc nawet jeszcze mnie nie zdenerwowali swoim brakiem kultury.
- Cztery lata temu mówiłeś, że najlepiej będzie jeśli zapomni- przypomniał Stefan.
- Wiele rzeczy się zmieniło. Coś jej grozi. Wolę, żeby wiedziała dlaczego ktoś na nią poluje- upiłem kolejny łyk ze szklanki.
- Kto?- Damon przeszedł do konkretów.
- Nie wiem. Zaufane czarownice wyjaśniły mi tylko w skrócie, o co chodzi- oczywiście, że wiedziałem więcej. Jednak nie zamierzałem wyjawiać im wszystkich swoich sekretów.
- Dlaczego chcą ją dorwać?- wiedziałem, że nie uwierzyli mi w moje wyjaśnienia. Prawdę mówiąc, nic mnie to nie obchodziło.
- Jest cenna z wiadomych względów. Po pierwsze opiekuje się nią Liz, po drugie wychowała się w moim domu. To już są wystarczające powody, aby chcieć ją zabić- whisky skończyło się. Odstawiłem szklankę na stolik i skierowałem się do wyjścia.
- Wróciliście na stałe? Ty i Kol?- zawołał Damon.
- Można tak powiedzieć- przytaknąłem- A! I lepiej uważajcie na sobowtóra, bo jest wiele czarów, do których ta mała by się przydała- łaskawie udzieliłem im rady. Chciałem spotkać się jeszcze z Eleną Gilbert. Byłem ciekaw, czy jest podobna do swoich poprzedniczek.
- Klaus, czy… on wraca?- nutka strachu w głosie Stefana sprawiła, że odwróciłem się w ich kierunku.
- Tak. Wszystko na to wskazuje- lepiej będzie, jeśli będą mieć się na baczności. Nadchodził ktoś, z kim nawet mnie będzie ciężko się mierzyć. Miałem jednak nadzieję, że pewna dziewczyna, której kiedyś usunąłem pamięć, mi pomoże. Ona była kluczem w tej sprawie, chociaż sama nie zdawała sobie z tego sprawy…

 Elizabeth

            Caroline ledwie wyszła z domu i od razu do drzwi zapukał, nie kto inny, jak jej ojciec. Kiedy go dostrzegłam, osłupiałam. Mężczyzna opierał się o framugę i wpatrywał we mnie z lekkim uśmiechem. Nic się nie zmienił, odkąd widziałam go po raz ostatni. Był tak samo przystojny i tajemniczy.
- Czemu wróciłeś?- zapytałam. Wpuściłam go do środka.
- Dla naszej córki- odparł. Wziął do ręki butelkę whisky i nalał sobie do szklanki.
- Dobrze wiesz, że to nie jest nasza córka. Klaus…- przewróciłam oczami, jednak on mi przerwał.
- Nawet tak nie mów. Jeśli ona ma w to wierzyć, to my również- spojrzał na mnie surowo.
- Wiem, wiem… Po prostu czasami jest ciężko. Ona się czegoś domyśla- wyjaśniłam. Usiadłam obok niego, założyłam nogę na nogę i czekałam na jego reakcję.
- I tak cudem jest, że tak długo utrzymała się ta hipnoza- odparł.
- Kiedy Klaus chce wrócić i opowiedzieć jej prawdę?- zapytałam. Miałam nadzieję, że stanie się to już niedługo.
- Jak tylko załatwi swoje sprawy w Nowym Orleanie- opróżnił szklankę i podniósł się z kanapy.
- Już wychodzisz?- również wstałam.
- Lepiej będzie, jeśli Caroline mnie tutaj nie spotka- pocałował mnie, szarmancko, w policzek i skierował do drzwi. Nagle jednak zastygł- Za późno- mruknął.
            W wejściu ukazał się jakiś chłopak. Na rękach niósł śpiącą Caroline. Kiedy go poznałam, zrozumiałam, że rodzina Mikaelsonów właśnie wróciła do miasta…

niedziela, 2 października 2016

Rozdział IV



Klaus

            Siedziałem w Grillu i popijałem Burbona. Wypiłem już całkiem sporo, jednak przez lata nabrałem niezłej wprawy w piciu i nie upijałem się szybko. Drzwi otworzyły się. Zerknąłem bez większego zainteresowania na nowoprzybyłych i natychmiast się wyprostowałem. Do baru wszedł mój blondwłosy anioł, czyli Caroline Forbes. Towarzyszyła jej… Hayley Marshall. Zacisnąłem pięści ze złością. Z tą dziewczyną mogły być tylko kłopoty. Na pewno chciała wykorzystać córkę Liz i Billa. Usiadły przy jednym z wolnych stolików i pomachały do kelnera.
- Hej, Matt- Caroline pocałowała chłopaka w oba policzki, aż zagotowało się we mnie z zazdrości.
- Co tu robicie?- zapytał blondyn, nazwany Matt’em.
- Robimy befora przed imprezą- wyjaśniła Hayley. A więc szykowała się jakaś zabawa? Wspaniale. Uśmiechnąłem się szeroko. Miałem pewien plan.




            Tymczasem wróciłem do przysłuchiwania się rozmowie. Dziewczyny zamówiły pół litra czystej wódki. Matt przyniósł alkohol i postawił na stole, razem z dwoma kieliszkami.
- Okej, to za co pijemy pierwszy toast?- Hayley szybko nalała  sobie i blondwłosej piękności, trunku.
- Za wolność- odpowiedziała Caroline. Musiałem przyznać, że bardzo podoba mi się jej głos. Był niezwykle melodyjny i mógłbym go słuchać godzinami.
- Świetny pomysł- stuknęły się kieliszkami, po czym opróżniły je za jednym zamachem. Wódka zniknęła w szybkim tempie. Zaledwie po czterdziestu minutach opróżniły wspomnianą połówkę oraz dodatkową ćwiartkę, którą dokupiły. Wznosiły toasty, przy każdej okazji. Piły za klasę maturalną, za naiwnych facetów, za zdzirę Elenę i kilka innych. Im dalej, tym głupsze pomysły wpadały im do głowy.
- Skończyło się- Caroline podniosła butelkę i spojrzała pod światło.
- Ostatni toast wypijemy za…- Hayley najwyraźniej zabrakło pomysłów, bo chwyciła kieliszek, ale nic więcej nie powiedziała.
- Za Mikaelsonów- wypaliła Forbes, po czym osuszyła swoje naczynie. Zdębiałem. Czy dobrze usłyszałem? Wypiła właśnie moje zdrowie? Przecież nie powinna mnie pamiętać. Ktoś musiał się z nią skontaktować i wyjawić jej prawdę, wbrew mojej woli.
            Marshall chyba nie ogarnęła, czyje zdrowie wypiła. Najwyraźniej alkohol mocno uderzył jej do głowy.
- Idziemy do Tylera?- zapytała. Blondynka szybko podniosła się i wtedy jej wzrok powędrował na mnie. Uśmiechnęła się zalotnie i wskazała palcem, że mam podejść. Zawahałem się, ale ona nie dawała łatwo za wygraną. Przyłożyła dłoń do ust, po czym posłała mi buziaka. Uśmiechnąłem się do niej i udałem, że łapię całusa.
- Dziewczyny, skończyłem zmianę. Idziemy razem?- Matt podszedł do nich, a Hayley natychmiast się potknęła i wpadła na blondyna. Chłopak złapał ją w pasie ze śmiechem.
- Wy idźcie. Zaraz do was dołączę- Caroline wpatrywała się we mnie uporczywie. Miała na twarzy lekki uśmiech. Marshall podążyła za jej wzrokiem i wszystko zrozumiała.
- Tak, chodźmy. Ona musi iść do łazienki- wypaliła. Matt zrobił niepewną minę, ale wtedy szatynka pocałowała go i pociągnęła za sobą. Już więcej się nie opierał. Wyszedł nawet nie oglądając się za siebie.
            Caroline ruszyła w moim kierunku chwiejnym krokiem. Potknęła się po drodze o krzesło, jednak udało jej się odzyskać równowagę i nie upaść. Bardzo wiele kosztowało mnie, powstrzymanie się od parsknięcia śmiechem. Oparła się jedną ręką o blat i zerknęła na mnie.
- Cześć, Przystojniaku- zagadnęła zalotnie- Co robisz tutaj sam o tej godzinie?- dodała. Mówiła całkiem składnie, jak na ilość alkoholu, którą w siebie wlała.
- Piję- odparłem, wskazując na butelkę ulubionego trunku. Caroline spojrzała na nią i zapytała:
- Dobre to? Jeśli tak, może mnie poczęstujesz- uprzedziła moją propozycję, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało. Cieszyłem się, że siedzi tutaj teraz ze mną.
- Barman- zawołałem i mężczyzna natychmiast przyniósł drugą szklankę. Jednak blondynka odsunęła naczynie z przebiegłym uśmiechem. Spojrzałem na nią zaciekawiony.
- Zdrowie- powiedziała i wzięła do ręki prawie pełną butelkę. Przyłożyła ją do ust i pociągnęła spory łyk.
- Co tak szybko, Kochanie?- zapytałem, chociaż byłem pod niezłym wrażeniem jej wyczynów. Właśnie tak sobie wyobrażałem moją Caroline. Była wyjątkowa.
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia- zignorowała moje pytanie i nachyliła się ku mnie. Znaleźliśmy się tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami.
- Słucham cię- jak ta dziewczyna mnie kręciła.
- Chodź ze mną na imprezę. Potańczymy, a potem…- zrobiła dramatyczną pauzę dla lepszego efektu. Jednocześnie chwyciła kołnierzyk od mojej koszuli i poprawiła go. Przyglądałem się jej palcom.
- A potem co?- podłapałem.
- Potem pomyślimy- odpowiedziała zmysłowym szeptem.
- Chodźmy w takim razie- podniosłem się z krzesła, rzuciłem barmanowi zapłatę i wyciągnąłem ramię, ku mojej towarzyszce. Ta wzięła do jednej ręki butelkę Burbona, a drugą złapała moją wyciągniętą dłoń. Wyszliśmy na zewnątrz. Musiałem bardzo pomagać blondynce, gdyż nie była w stanie iść prosto. Pomimo tego dzielnie kończyła pić, zakupiony przeze mnie alkohol. Mruczała przy tym coś pod nosem, niewyraźnie. W pewnym momencie tak się zachwiała, że musiałem objąć ją ramieniem.
- Dziękuję- wyjąkała. Wyrzuciła pustą butelkę do kosza, obok którego akurat przeszliśmy.
- Dla ciebie wszystko, Kochanie- uśmiechnąłem się zadowolony. Nie odpowiedziała. Chyba nie była już w stanie.
            Po jakichś dziesięciu minutach dotarliśmy na miejsce. Rezydencja Lockwoodów wyglądała niesamowicie bogato. Nawet ja musiałem to przyznać.
 - Caroline? Co ty robisz?- usłyszeliśmy pytanie. Znałem ten głos i wiedziałem, że nie zwiastuje nic dobrego…

Caroline

            Dobra, dobra… Przyznaję, że słabo pamiętam wydarzenia, które nastąpiły po piciu w Grillu. Po tym, jak Hayley wyszła z Matte’m zagadałam do przystojniaka, który siedział przy barze. Chciałam wypaść seksownie i intrygująco, jednak kilka razy się potknęłam, o mały włos nie lądując na ziemi. A potem wypiłam jeszcze alkohol tego kolesia. Wspaniale…
            Na szczęście chyba mu się spodobałam, bo zgodził się pójść ze mną na imprezę. Prawie nie rozmawialiśmy po drodze, nie byłam w stanie. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, praktycznie od razu podeszła do nas Elena.
- Caroline? Co ty robisz?- zapytała szatynka. Mój towarzysz obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem.
- Katherine?- wyczułem jego zdenerwowanie- Skąd się tutaj wzięłaś?- mówił na pozór spokojnie, jednak coś mi podpowiadało, że w środku gotuje się ze złości.
- Jaka Katherine?- Elena zlustrowała go od stóp do głów- Jestem Elena Gilbert. Nigdy w życiu cię nie widziałam- zmieniła nieco ton głosu, najwyraźniej uznała, że Brytyjczyk jest przystojny i lepiej być dla niego miłym.
- Przepraszam. Musiałem się pomylić- mężczyzna ukłonił się jej uprzejmie.
- Kim jesteś?- zapytała. Oboje, jakby zapomnieli o mojej obecności. Gdyby nie fakt, że blondyn dalej mnie obejmował, to poczułabym się kompletnie zbędna.
- Nazywam się Klaus Mikaelson- ucałował wierzch jej dłoni, jak przystało na gentelmana.
- Miło poznać- Elena uśmiechnęła się i zalotnie zatrzepotała rzęsami.
- Caroline, idziemy potańczyć?- oderwał wzrok od szatynki i spojrzał na mnie. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem na widok miny mojej fałszywej przyjaciółki.
- Jasne, Klaus-obdarzyłam go  najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. Zignorowaliśmy Elenę i weszliśmy do domu Tylera.
- Kto to był?- mężczyzna wpatrywał się we mnie przenikliwie. Nawet po ilości alkoholu, którą wypiłam zorientowałam się, że zależy mu na tej odpowiedzi.
- Elena Gilbert, największa zdzira w mieści. A i spotyka się ze Stefanem- wydukałam. Potknęłam się o własną nogę i blondyn musiał pomóc utrzymać mi równowagę.
- Salvatore?- wrócił do tematu rozmowy.
- Owszem- skinęłam głową zaskoczona- Skąd go znasz?
- Stare dzieje. A Damon, jego brat?- odparł ogólnikowo. Nie przeszkadzały mi takie odpowiedzi. Byłam zbyt pijana, żeby zwracać uwagę na szczegóły.
- Koleś w skórzanej kurtce…- przypomniałam sobie chłopaka, który uśmiechał się do mnie pod szkołą.
- Co?- najwyraźniej nie zrozumiał, o co mi chodzi.
- Damon był pod szkołą. Niezłe ciacho w skórzanej kurtce- wyjaśniłam. Właśnie znaleźliśmy się w salonie, gdzie trwała najlepsza zabawa. Większość osób tańczyła, jednak parę popijało alkohol po kątach, najprawdopodobniej dla odwagi- Chodźmy potańczyć- pociągnęłam Klausa za rękę w głąb pomieszczenia. Z głośników leciała klubowa muzyka. Tańczyliśmy do rytmu, przynajmniej tak mi się zdaje, że w miarę dobrze ogarniałam kroki. Mimo tego, co chwilę na kogoś wpadałam i mój partner ratował mnie przed upadkiem. W końcu ktoś puścił inny rodzaj muzyki. Leciała jakaś wolna piosenka. Klaus złapał mnie w talii, położyłam dłonie na jego ramionach. Bujaliśmy się do melodii.
- Caroline, mogę mieć do ciebie pytanie?- zapytał w pewnym momencie, młody Brytyjczyk.
- Jasne- oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Oplótł mnie szczelniej ramionami, opierając podbródek na moich włosach.
- Dlaczego wniosłaś toast za Mikaelsonów?- w pierwszej chwili nie zrozumiałam pytania. Najwyraźniej do mojego pijanego rozumu niewiele docierało. Potem jednak ogarnęłam.
- Poznałam ostatnio kogoś, w zasadzie. Znam go od dawna. Strasznie pokręcone. Musimy o tym gadać?- zapytałam. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Nie chcąc się dłużej powstrzymać, pocałowałam go namiętnie. Nie pozostał mi dłużny i odwzajemnił pieszczoty.
            Pociągnęłam go za koszulkę do tyłu. Nie przestawaliśmy się przy tym całować. Wreszcie natrafiłam ręka na klamkę i weszliśmy do pomieszczenia, nawet nie sprawdzając, gdzie się znajdujemy. Okazało się, że była to łazienka. Wplotłam palce w jego włosy, a on złapał mnie pod uda i posadził na szafce. Szybko zabrałam się za rozpinanie jego koszuli, podczas gdy on ściągnął mi bluzkę przez głowę. Udało mi się dorwać, zaledwie do trzech guzików, kiedy ktoś bezceremonialnie wparował do środka.
- Klaus Mikaelson, no proszę...- zerknęłam na przybysza i lekko się speszyłam. Nie chciałam, żeby widział mnie w takiej sytuacji…

Stefan

            Od początku imprezy rozglądałem się za Caroline, jednak nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Czyżby zamierzała ominąć zabawę? Może jednak się rozmyśliła i siedziała teraz w domu. Zmarszczyłem nos. Spostrzegłem mojego brata, co dodatkowo mnie zdenerwowało. Na pewno urządzi tu sobie ucztę z paru uczennic i muszę przyznać, że nie podobało mi się to. W końcu przez niego, obrywałem zawsze ja…
            Miałem już dosyć użalania się i denerwowania. Z tego powodu sięgnąłem po wolnostojącą butelkę piwa. Szybko ją opróżniłem, tak samo, jak pięć następnych. W tym momencie przekonałem się o tym, jaką słabą głowę mam.
            Dostrzegłem wreszcie Caroline. Przyszła z jakimś kolesiem, jednak nie mogłem skupić się na obserwowaniu go, bo miałem problemy z zatrzymaniem wzroku na jednym punkcie. Widziałem, jak tańczą, po czym zaczęli się całować. Wreszcie skierowali się do łazienki. Na to nie mogłem pozwolić.
            Podniosłem się z krzesła i chwiejnym krokiem ruszyłem za nimi. Miałem szczęście, bo nie zamknęli drzwi. Wpadłem do środka i wtedy poznałem kolesia, z którym przyszła moja przyjaciółka. Szczerze powiedziawszy, wiedziałem, że w tym momencie rozpoczęły się nasze problemy.
- Klaus Mikaelson, no proszę…- wypaliłem prosto z mostu, zamiast zastanowić się nad tym, co mówię…
***
Jest, jest :D Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)

czwartek, 22 września 2016

Rozdział III



Caroline

            Następnego dnia obudziłam się całkowicie wypoczęta. Tej nocy nie śniły mi się koszmary, albo przynajmniej ich nie pamiętałam. Uszykowanie się do szkoły nie zajęło mi zbyt dużo czasu. W kuchni nie zastałam już mamy. Naturalnie, nie będzie przecież dwa dni pod rząd, siedziała w domu. Co za dużo to niezdrowo. Zjadłam śniadanie i wyszłam.
            Postanowiłam pójść pieszo, gdyż chciałam odetchnąć świeżym powietrzem. Po drodze cały czas myślałam o Kolu. Miałam tyle pytań, na które nikt nie był w stanie mi odpowiedzieć, że w głowie mi się kotłowało. Wampiry istniały. Ba! Kol był pierwotnym wampirem, czyli pierwszym ze swojego gatunku oraz niezniszczalnym. Z tego, co zdołałam się dowiedzieć wynikało, że nic nie było w stanie go zabić. Przeciętnych krwiopijców niszczył kołek, wbity w serce. Jednak nie Mikaelsona.
- Cześć, Care- Bonnie dogoniła mnie i uściskała na powitanie. Uśmiechnęłam się do mulatki. Bennetówna była jedną z milszych i bardziej przeze mnie lubianych osób w szkole. Nie miałam zbyt wielu prawdziwych przyjaciół. Jednym z nich była właśnie Bonnie, drugim Matt Donovan. Chłopak był zakochany na zabój w Elenie, która go kompletnie ignorowała. Akurat Eleny nie znosiłam. Zachowywała się, jak księżniczka, ale księżniczka zdzir. Musiała zdobyć każdego faceta, bez względu na to, czy był zajęty, czy nie.
- Hej, Bonnie. Jak tam weekend?- zapytałam z uśmiechem.
- W porządku. Tylko, że…- zaczęła, ale nie dokończyła, bo zapatrzyła się w jakiś punkt po prawej. Podążyłam za jej wzrokiem i zauważyłam przystojnego bruneta. Miał ubraną skórzaną kurtkę i ciemne spodnie. Wyglądał na trochę starszego od nas. Jakby wyczuł na sobie nasz wzrok, bo spojrzał prosto na mnie i uśmiechnął się zalotnie.
- Kto to jest?- zapytałam. Odwzajemniłam uśmiech niepewnie.
- Damon- wyszeptała Bonnie, jakby nie swoim głosem.
- Co? Skąd to wiesz?- zmarszczyłam nos zaskoczona.
- Brat Stefana- dodała, co już w ogóle mnie zszokowało. Oderwałam wzrok od przystojniaka i spojrzałam na swoją przyjaciółkę.
- Bonnie, co ty…?- złapałam ją za ramiona i potrząsnęłam nią. Bennetówna wreszcie zerknęła na mnie nieprzytomnie. Wyglądała, jakby właśnie wróciła z innego świata.
- Sorki, ja po prostu…- zawahała się, jakby niepewna, czy może mi zdradzić sekret.
- Co się z tobą dzieje? Ostatnio dziwnie się zachowujesz- założyłam ramię na ramię i czekałam na odpowiedź.
- Okej, Care… Słuchaj, bo ja… Ja jestem czarownicą- spuściła wzrok zawstydzona.
- Czym? Ale jak…?- moje usta same ułożyły się w literę „o”. Wpatrywałam się w nią z szeroko otwartymi oczami. Bonnie czarownicą? Czyli oprócz wampirów, istniały też inne istoty pozaziemskie? Co jeszcze miało mnie zaskoczyć dzisiaj? Ile nowości na mnie czekało?
- Moja babcia nią jest. Odziedziczyłam to po niej- wyjaśniła.
- I możesz uprawiać magię? Znaczy robić jakieś sztuczki, jak ci w telewizji?- odzyskałam głos.
- Coś tam umiem, jednak dopiero się uczę. Częściej zdarzają mi wizje, czy przeczucia dotyczące przyszłości, albo danych osób- tłumaczyła już nieco spokojniej.
- Musisz mi kiedyś pokazać, jak to robisz- uśmiechnęłam się. Odwzajemniła się tym samym, wyraźnie jej ulżyło, kiedy wyznała prawdę.
- Jasne, chętnie- odparła. W milczeniu dotarłyśmy do szkoły. Obie miałyśmy dużo do przemyślenia. Ledwie weszłyśmy do środka i od razu znalazła się przy nas Elena Gilbert.
- Patrz kto zmierza w naszym kierunku- wyszeptałam. Skrzywiłam się przy tym, gdyż nie miałam ochoty rozmawiać z szatynką.
- Caroline, Bonnie…- ucałowała nas sztucznie w oba policzki- Nie uwierzycie, co się wczoraj wydarzyło- aż paliła się, żeby nam o tym powiedzieć. Niezbyt jednak mnie to interesowało. Miałam sporo swoich spraw na głowie.
- Zaraz zadzwoni na lekcje- mruknęłam, wskazując na zegar.
- Daj spokój, Care i słuchaj- Elena uciszyła mnie niegrzecznie. Zacisnęłam szczęki, usiłując ukryć złość.
- Co się dzieje, El?- Bonnie wtrąciła się do rozmowy, nie dając mi tym samym czasu na brzydką odpowiedź.
- Przespałam się wczoraj z nim- wypaliła. Zerknęłam na nią niechętnie. Kto tym razem padł jej ofiarą? Który chłopak poleciał na jej fajny tyłek?
- Z kim?- Bennetówna uprzedziła moje pytanie.
- Ach, no ze Stefanem, oczywiście!- zawołała z wyrzutem. Miałyśmy chyba same się domyślić, zamiast zadawać jej głupie pytania.
- Jakim Stefanem?- wypaliłam. Nie sądziłam, że mogło jej chodzić o mojego najlepszego przyjaciela, na którego w dodatku leciałam.
- Salvatore. Byłam w Grillu, siedziałam sama, a on się przysiadł do mnie. Chwilę gadaliśmy, potem piliśmy. Obojgu nam zaszumiało w głowie, przynajmniej mi na pewno. Kiedy zamykali pub, zaprosił mnie do siebie, a ja się zgodziłam- uśmiechnęła się triumfalnie.





- Poszłaś z nim do łóżka po kilku drinkach?- Bonnie uniosła brwi do góry. Widocznie czuła zniesmaczenie. Elena, co tydzień miała innego faceta i zawsze z każdym spała.
- Ale to nie tak. Myślę, że on jest tym jedynym. Kocham go i było nam tak dobrze w łóżku. Nigdy z nikim nie czułam się równie wspaniale- rozmarzyła się- Jest super umięśniony, a jego chata… Mmmm… Ej, Care? Gdzie idziesz?- zawołała za mną. Nie miałam ochoty dłużej słuchać i szybko odeszłam. Na moje szczęście w tym momencie zadzwonił dzwonek i wyszło na to, że dlatego właśnie je opuściłam.
            Weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce. Położyłam torbę na siedzeniu obok, żeby nikt nie mógł zająć tego miejsca. Chciałam pomyśleć, a nie słuchać gadania drugiej osoby, szczególnie Eleny, która rozpływałaby się nad tym, jaki Stefan jest wspaniały w łóżku. A robiłaby to tylko po to, abym poczuła się źle i żeby zazdrość mnie zżarła. Miała rację. Byłam na nich wściekła. Zwłaszcza na młodego Salvatore. Jak mógł jej ulec? Mówiłam mu milion razy, jaka ona jest. Że jest wredną zdzirą, wtedy mi przytakiwał, a teraz poszedł z nią do łóżka… Głupek. Faceci to jednak idioci.
            Ktoś jednak nie dał się łatwo zniechęcić. Wysoka, szczupła brunetka usiadła obok mnie. Miała lokowane włosy i ogólnie była dosyć ładna. Kojarzyłam ją z widzenia. Od jakiegoś roku chodziła do naszej szkoły, no i spotykała się z Tylerem Lockwoodem. Miała na imię Hayley. Nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy. Spojrzałam na nią niechętnie. Ona jednak niezrażona, uśmiechnęła się do mnie szeroko.





- Cześć, Care- przywitała się.
- Hej- odpowiedziałam uprzejmie. Zastanawiałam się, o co mogło jej chodzić. Dlaczego nagle postanowiła pogadać ze mną?
- Słuchaj, organizujemy dzisiaj imprezę u Ty’a. Wpadniesz?- wpatrywała się we mnie wyczekująco. Nie byłam do końca przekonana, czy powinnam tam iść. Wolałabym siedzieć w domu i w spokoju użalać się nad sobą.
- Nie, chyba odpuszczę- mruknęłam wymijająco. Odwróciłam wzrok i zaczęłam bawić się ołówkiem.
- Proszę cię, daj się przekonać- poruszyła zabawnie brwiami i złożyła ręce błagalnie. Wahałam się. Nie wiedziałam, co robić. Kusiło mnie, aby pójść się zabawić, zapomnieć o wszystkich rzeczach, które ostatnio mi się przytrafiły.
- No dobra, przyjdę- przewróciłam oczami i wreszcie się do niej uśmiechnęłam.
- To jeszcze jedno, co ty na to, żeby już przed imprezą wypić? Będziemy miały dobre humory- zaproponowała. Rozsądna Caroline podpowiadała mi, żeby się nie zgadzać, ale ta druga strona mówiła, że mam się zgodzić.
- Okej, to o której się spotkamy?- zapytałam.
- O osiemnastej w Grillu?- odpowiedziała, wyraźnie zadowolona.
- Mi pasuje, ale mam jedną prośbę- spojrzałam na nią poważnie. Zerknęła na mnie zaniepokojona i zmarszczyła brwi- Obiecaj mi, że upijemy się do nieprzytomności i nikt nam nie przeszkodzi-  widziałam, jak na jej twarzy pojawia się coraz szerszy uśmiech.
- Nawet nie musisz o to prosić- odparła…

Stefan

            Pojawiłem się w szkole dopiero na trzeciej lekcji. Wiedziałem, że muszę wyjaśnić całą sprawę Caroline. Była moją przyjaciółką i zdawałem sobie sprawę, że podkochuje się we mnie. Nie przeszkadzało mi to, jednak nie mogłem jej dać tego, co chciała. Kochałem Elenę Gilbert, odkąd ją zobaczyłem. Wróciłem do Mystic Falls tylko dla niej. I żadna inna dziewczyna się nie liczyła. Tego dnia jednak postanowiłem poświęcić więcej czasu Forbes. Musiałem jej wszystko wyjaśnić. Damon nalegał na to. Oboje znaliśmy blondynkę od małego, mimo iż ona tego w ogóle nie pamiętała. Mojego brata w ogóle nie kojarzyła, natomiast mnie poznała pierwszego dnia szkoły. Nie ode mnie jednak zależało, kiedy dowie się prawdy. Zabroniono nam wyjawiać, co wiemy, bo w innym wypadku skazalibyśmy siebie na śmierć…
            Nie było ciężko znaleźć Caroline. Siedziała pod klasą od matematyki i gadała z Hayley Marshall. Westchnąłem. Nie lubiłem tej dziewczyny. Była blisko z rodziną Mikaelson, a to niezbyt mi się podobało. Pierwotni zawsze coś kombinowali, nie można było być pewnym, co wymyślą.
- Cześć, Care. Mogę cię prosić na sekundkę?- zapytałem. Rzuciłem jej koleżance tylko jedno niechętne spojrzenie. Odwzajemniła się tym samym.
- Jasne- blondynka wstała i odeszła za mną na bok. Kiedy znaleźliśmy się z dala od wścibskich uszu, odezwałem się pierwszy.
- Słuchaj, chciałem ci coś powiedzieć.
- Wiem już i naprawdę mi to nie przeszkadza. Życzę wam szczęścia- przerwała mi w połowie zdania. Zaskoczyło mnie to, że wie, bo i skąd?
- Kto ci powiedział?- spytałem. Od razu zrozumiałem, jak głupio to zabrzmiało. Oprócz mnie wiedziała tylko Elena, więc…
- Musisz pytać?- podniosła brwi litościwie.
- Jesteś zła?- zaniepokoiłem się.
- Nie. Mam nadzieję, że będzie wam dobrze ze sobą. Przepraszam cię, ale teraz muszę iść odgadać z Hayley sprawę imprezy- skinęła mi głową, po czym po prostu odeszła.
            Dziwnie się czułem po tej rozmowie. Nie wiedziałem, czy mogę jej wierzyć i rzeczywiście nie ma do mnie żalu, czy może jednak jest zła. Czyli wybierała się na imprezę do Tylera… Może, jeśli się upije, będzie mi prościej wszystkiego się dowiedzieć. Tak uspokojony ruszyłem w kierunku mojej nowej dziewczyny…

Caroline

            Rozmowa ze Stefanem kompletnie zepsuła mi humor. Widziałam, że naprawdę zależy mu na Elenie i wiedziałam, że ona go zrani. Było mi go żal. Powinnam się cieszyć jego szczęściem, jednak nie mogłam nic poradzić, że cały czas marzyłam o tym, aby go pocałować, aby dotknąć jego idealnych mięśni…
- Caroline, jesteś tutaj? Czy może ktoś porwał cię do krainy pełnej seksu?- Hayley szturchnęła mnie między żebra, przywracając tym samym do rzeczywistości.
- Samotnego seksu- mruknęłam.
- Znajdziemy ci jakiegoś fajnego na imprezie- obiecała i wyszczerzyła się- Może jacyś bliźniacy się trafią- podrapała się po brodzie. Na jej twarzy szło dostrzec rozmarzenie.
- Ty masz Tylera- przypomniałam jej ze śmiechem.
- Jesteśmy w otwartym związku. Czasami ja mam innego faceta, czasami on inną laskę- wzruszyła ramionami.
- Serio?- zdziwiłam się.
- Tak. Nie przeszkadza nam to. Wolność jest niesamowitym uczuciem- powiedziała poważnie- Musisz kiedyś spróbować- zaproponowała.
- Ja jestem cały czas wolna. Nie muszę próbować, bo znam to uczucie- odparłam.
- Kiedy ostatnio uprawiałaś seks od tak? Dla zabawy?- uniosła brwi do góry i spojrzała na mnie wyczekująco.
- Raczej nie jestem tego typu dziewczyną- skrzywiłam się nieznacznie.
- Dzisiaj pomogę ci się zabawić- obiecała. Zawahałam się. Jednak po chwili przypomniałam sobie o nowej, szalonej Caroline.
- Dobra. Zakład, że prześpię się na tej imprezie z pierwszym lepszym facetem?- wypaliłam, dając ponieść się swojej mrocznej stronie.
- Obie to zrobimy- uśmiechnęła się triumfalnie…


****
Przepraszam, że dodaję dopiero dzisiaj, jednak wynikły pewne problemy, których się nie spodziewałam. Rozdział dodany, następny za tydzień :D 
Pozdrawiam i zapraszam do wyrażania swoich opinii ;)